Od dawna lubię coś napisać. Nie zawsze piszę zwyczajnie. Czasem lirycznie, zdarza mi się też prozą. Jedno jest pewne, piszę o moich emocjach i podchodzę do tego bardzo emocjonalnie. Na wierzchu tego nie widać, ale jestem bardzo emocjonalną osobą. Nigdy nie płaczę przy ludziach, jeśli nie muszę. Kiedy mogę ukryć się gdzieś z boku, wtedy daję upust emocjom. Moje własne katharsis, aby utrzymać zdrowie psychiczne.
Nigdy nie miałam ochoty dzielić się moimi przemyśleniami z większą widownią. Mimo wszystko jestem introwertykiem. Nie mam wielu znajomych, ale kilkunastu wybranych, których ośmielam się obdarzyć zaufaniem i nazywać przyjaciółmi. Nie lubię też zbyt wielu pochwał, a krytyka mnie częściej demotywuje, niż odwrotnie. Jeszcze nie nauczyłam się z nią do końca radzić, dlatego proszę, bądźcie łaskawi. Nie proszę o oklaski.
W życiu codziennym jestem podobno poukładana i logiczna. Tak mówią. Ja im nie wierzę. Co prawda od tygodnia zajęłam się programowaniem, co wymaga ode mnie wykorzystania wszelkich zdolności analitycznych jakie posiadam. Ogarniam też HTML i te sprawy, więc jeśli mi się będzie nudzić, może pobawię się grafiką na tym blogu. Chociaż to nie jest mój priorytet tutaj.
Muszę wam trochę przybliżyć kim jestem, jeśli chcecie zrozumieć moje teksty. Wierszami trudno mi je nazywać, bo nie rymuję, nie zwracam uwagi na reguły, piszę zbyt dynamicznie. Może kiedyś napiszę muzykę pod któryś z nich, ale na pewno nie zaśpiewam. Jeśli czegoś mogę być pewna, to tego, że głosu do śpiewania na pewno nie mam. Uwierzcie mi, próbowałam.
Wracając do tematu przedstawiania się, muszę od razu podkreślić, że piszę o moich osobistych sprawach. Czasem bardzo osobistych. Pełno będzie rozpaczy, strat i bólu. Znajdzie się też trochę radości, wątpliwości, rozterek. Rozstań, powrotów i dramatów. Nie zawsze będzie miło, czasem mam pretensje do siebie, świata, Boga. Często zadaje pytania. Rzadko znajduje odpowiedzi.
Wierzę w Miłość. Wierzę w Boga. I to jest dla mnie ważne. O tym będzie, dużo. Czasem polecą ostre słowa, czasem trochę posłodzę. Z reguły używam różnych przypraw. Zawsze jest dynamicznie. Nie znudzicie się jednym smakiem, nie bójcie się.
Wszystko porównuję do jedzenia, bo lubię jeść, a także gotować. Takie ludzkie słabości. Poza tym jestem półsierotą, jak to pięknie prawo polskie określa. Mój tata zmarł ponad 3 lata temu. W grudniu będzie 4 rocznica śmierci. Skoro się zbliża, będzie o nim. O tęsknocie i nie tylko.
Wracając do jedzenia, jestem też wegetarianką. W sumie to byłam, 3 lata. Z czystej potrzeby serca i litości nad słabszymi stworzeniami. Trochę też dla zdrowia, muszę przyznać. Niestety straszni lekarze namówili mnie, żebym znowu spróbowała jeść mięso. Przetrwałam miesiąc, ale chyba miałam lekką depresję z tego powodu. Mój mózg nie mógł sobie z tym faktem poradzić. O tym też piszę, ale nie dużo. Aktualnie jem ryby, a raczej łososia, bo nic innego mi nie smakuje. Dlatego technicznie rzecz biorąc wege już nie jestem, ale nadal sympatyzuję.
Muszę jeszcze o czymś dodać, że będzie o moim życiu uczuciowym. Nie jest ono jakiejś strasznie zawiłe wbrew pozorom. Zakochałam się w życiu tylko trzy razy, z czego pierwszy raz był w podstawówce (nie wiem, czy się liczy, ale myślałam wtedy chyba bardziej poważnie niż w tej chwili). Także więcej będzie o samotności, radzeniu sobie z nią i poszukiwaniu nie wiadomo czego. Walce z wiatrakami - nieśmiałością. Niespełnionych marzeniach i zawodach miłosnych. Będzie o 2 trudnych rozstaniach i jednym katastrofalnym w skutku powrocie. Mogą się polać łzy, ale zawsze wszystko kończy się dobrze. Jak się nie kończy dobrze, to nie jest jeszcze koniec, prawda?
Poza tym chciałam dodać, że studiuję psychologię. Bardziej dla wiedzy i pasji, niż przyszłego zawodu. Postanowiłam założyć ten blog po części dla celów auto-terapeutycznych. Kolejny etap w moim katharsis. Moją inną pasją jest nauka języków obcych. W swoim życiu próbowałam się uczyć wielu z nich (angielskiego, niemieckiego, włoskiego, hiszpańskiego, rosyjskiego, japońskiego i francuskiego). Kończyło się to z lepszym lub gorszym skutkiem. Potrafię się dodać w 3 z nich, zrozumieć może nawet 5. Ostatnio zajęłam się innym językiem, a mianowicie językiem programowania C#. Bardzo mnie wciągnęło, bo miałam dużo czasu do zmarnowania, a nie umiem się nudzić. Zaczęłam wykorzystywać moje umiejętności analityczne i napisałam 3 aplikacje, w tym 2 słowniki języków obcych. Proste, jak to bywa na początku, ale bardzo mnie to wkręciło. Jeśli miałam wybierać teraz swój zawód, chciałabym zostać programistą. Miejmy nadzieję, że nie zniechęcę się tym, jak to było np. z japońskim.
Już nie przedłużam, biorę się za przepisywanie tekstów z mojego tajnego zeszytu, który trzymam pod poduszką. Kojarzycie piosenkę Domowych Melodii ze słowami "tajne rzeczy trzymam pod poduszką"? To było o mnie ;)
stokrotka15
PS: Piękną nazwę bloga zawdzięczam mojemu przyjacielowi. Wczoraj przesłał mi piosenkę pt. "Herz uber Kopf" JORIS. Bardzo mnie zainspirowała, zmotywowała do działania i... w efekcie nie mogłam wymyślić lepszej nazwy bloga, niż tytuł tej piosenki. Świetnie opisuje, co czuję. Dzięki wielkie!
Ma on również bloga, na którego zaprasza. Tutaj link do jego bloga Pisze on bardzo inspirujące teksty o życiu, w tym swoje własne przemyślenia. Polecam! :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz