Opowiem wam przy okazji śmieszną rzecz. A mianowicie jak przestałam jej mięso. Nigdy... przenigdy... w najśmielszych snach... nie przewidziałabym tego. Wcale. W ogóle. Gdybyście mnie zapytali o to 5 lat temu wyśmiałabym was. Notabene, próbowałabym wam udowodnić, że jesteście bez kawałka mózgu, myśląc, że nie jedzenie mięsa jest dobre dla waszego organizmu. Lubiłam wyśmiewać idiotyczne idee dla zabawy. I tak to właśnie się zaczęło. Wyśmiewałam idiotyzm.
Poznałam pewną super dziewczynę, która jest teraz moją przyjaciółką, jedną z tych naj naj naj super hiper. Ona nie jadła mięsa. A ja ją wyśmiewałam i próbowałam "nawrócić". Szukałam informacji o kwestiach zdrowotnych, fragmentów w Biblii... i różne inne cuda. Co najważniejsze, znalazłam. Upewniłam siebie, i ją przy okazji, że to co robi jest nie tylko mega zdrowe (jeśli dieta jest rozsądna i nie składa się tylko z frytek i tostów!), ale też dobre dla środowiska, ludzi i zwierząt. Uświadomiłam sobie, że wyrzekając się mięsa nie rezygnuje tak naprawdę z niczego, a daje światu coś więcej poza głupią ideą, której tak nie znosiłam. Nienawidziłam wręcz. Jeszcze wtedy potrafiłam nienawidzić.
Dlatego spróbowałam, ale tylko na miesiąc. Podziękowania dla strony internetowej zostanwege.pl. Dzięki nim moja "metamorfoza" poszła gładko. Po dwóch tygodniach już wiedziałam, że nie wrócę. Czułam się o niebo lepiej, fizycznie i sama ze sobą. Moje wieczne wzdęcia zmalały, po czym powoli ustawały, jak tylko nauczyłam się poprawnie gotować strączki typu fasola. Wszystko pięknie jak w bajce, ale nie zapominajcie, że nie opowiadam bajek.
Dlatego spróbowałam, ale tylko na miesiąc. Podziękowania dla strony internetowej zostanwege.pl. Dzięki nim moja "metamorfoza" poszła gładko. Po dwóch tygodniach już wiedziałam, że nie wrócę. Czułam się o niebo lepiej, fizycznie i sama ze sobą. Moje wieczne wzdęcia zmalały, po czym powoli ustawały, jak tylko nauczyłam się poprawnie gotować strączki typu fasola. Wszystko pięknie jak w bajce, ale nie zapominajcie, że nie opowiadam bajek.
Nie powiem wam, że było łatwo. Najtrudniej było z ludźmi, z bliskimi. Moja babcia nadal tego nie akceptuje, choć robimy postępy. Aktualnie jej gotuję, trochę nie ma wyboru, narzeka, ale mówi, że jej smakuje. Raz zrobiłam kotlety mielone i nie zorientowała się z czego. Myślała, że kupione. Taki mały sukces. Nie chciałam niszczyć jej nadziei.
Najgorzej było ze znajomymi. Nigdy nie zapomnę reakcji mojego znajomego księdza. Siedzieliśmy akurat w dużej grupie i moja przyjaciółka wygadała się, że przestałam jeść mięso. On na to, że ich zdradziłam. Ja się pytam, jak to? Czy nasza religia zakazuje zaprzestania jedzenia mięsa? Nie, żadna religia tego nie zakazuje. Wręcz przeciwnie, mamy piękne przykazania np. "Nie zabijaj", "Nie czyń drugiemu co tobie nie miłe". Każdy może je "nadinterpretować" jak chce. Przecież nie robię nic złego, prawda? A jednak. Okazuje się tak. Niektórzy mieli do mnie duże pretensje.
Najgorzej było ze znajomymi. Nigdy nie zapomnę reakcji mojego znajomego księdza. Siedzieliśmy akurat w dużej grupie i moja przyjaciółka wygadała się, że przestałam jeść mięso. On na to, że ich zdradziłam. Ja się pytam, jak to? Czy nasza religia zakazuje zaprzestania jedzenia mięsa? Nie, żadna religia tego nie zakazuje. Wręcz przeciwnie, mamy piękne przykazania np. "Nie zabijaj", "Nie czyń drugiemu co tobie nie miłe". Każdy może je "nadinterpretować" jak chce. Przecież nie robię nic złego, prawda? A jednak. Okazuje się tak. Niektórzy mieli do mnie duże pretensje.
W ten sposób przez trzy lata spotykałam się z różnymi reakcjami. Największy ubaw miałam jak ktoś proponował mi rybę zamiast mięsa. Dlatego teraz nie ośmielę się nazywać dalej "wege", bo byłabym hipokrytką. Czuję się, jakbym zdradziła samą siebie. Zdarza mi się czasami, to najbardziej boli. Ale przeżyję, może znowu się czegoś nauczę. Kto wie?
Najgorsze reakcje spotkały mnie w kościele, niestety. Pomijam już, że nikt nie rozumie pięknego cytatu z Księgi Rodzaju na temat tego, co człowiek powinien wg planu stworzenia jeść. Dobra, może ja tu naciągam i nadinterpretuję. Ale to Wy, drodzy katolicy, nadinterpretujecie nakaz, który dostał Piotr w swoim objawieniu od Jezusa. Bóg NIE kazał nam jeść mięsa, on tylko ZEZWOLIŁ. Jest różnica, prawda? Proszę was, nie każcie mi dalej czuć się winną, że nie chcę zjeść z wami schabowego. Mi naprawdę wystarczą ziemniaki z surówką. Przepraszam, że was zawiodłam. Wolę pozostać sobą, niż reagować na wasze głupawe komentarze.
W tym przydługawym wstępie chciałabym dodać, że spotkały mnie też dobre rzeczy dzięki byciu wege. We Włoszech poznałam 5 wegetarian. W Polsce może z 3 osoby, wszystkie studiowały socjologię, co dziwne. Byłam w paru wege-miejscach. Raz nawet dostałam zaliczenie przedmiotu na 5 z racji tego, że jestem wegetarianką. Na egzaminie z filozofii połączyłam idee szowinizmu gatunkowego ze św. Franciszkiem z Asyżu. Profesor był pod wrażeniem.
Na koniec dodam tylko, że mimo wszystko było warto. Dużo się nauczyłam, przede wszystkim pokory. Wobec siebie i innych. Do tego już nie oceniam czegoś, czego nie rozumiem. Dlatego tak bardzo staram się stawać po stronie, która akurat cierpi. Zdarzyło mi się bronić homoseksualistów w katolickiej dyskusji. Ja naprawdę, nie wiem, nie znam się, ale przecież to też są ludzie tacy jak ty czy ja. Znam nawet paru. Jednego z nich mogę nazwać przyjacielem i nie ma w nim nic stereotypowego. Po prostu świetna osoba.
Najgorsze reakcje spotkały mnie w kościele, niestety. Pomijam już, że nikt nie rozumie pięknego cytatu z Księgi Rodzaju na temat tego, co człowiek powinien wg planu stworzenia jeść. Dobra, może ja tu naciągam i nadinterpretuję. Ale to Wy, drodzy katolicy, nadinterpretujecie nakaz, który dostał Piotr w swoim objawieniu od Jezusa. Bóg NIE kazał nam jeść mięsa, on tylko ZEZWOLIŁ. Jest różnica, prawda? Proszę was, nie każcie mi dalej czuć się winną, że nie chcę zjeść z wami schabowego. Mi naprawdę wystarczą ziemniaki z surówką. Przepraszam, że was zawiodłam. Wolę pozostać sobą, niż reagować na wasze głupawe komentarze.
W tym przydługawym wstępie chciałabym dodać, że spotkały mnie też dobre rzeczy dzięki byciu wege. We Włoszech poznałam 5 wegetarian. W Polsce może z 3 osoby, wszystkie studiowały socjologię, co dziwne. Byłam w paru wege-miejscach. Raz nawet dostałam zaliczenie przedmiotu na 5 z racji tego, że jestem wegetarianką. Na egzaminie z filozofii połączyłam idee szowinizmu gatunkowego ze św. Franciszkiem z Asyżu. Profesor był pod wrażeniem.
Na koniec dodam tylko, że mimo wszystko było warto. Dużo się nauczyłam, przede wszystkim pokory. Wobec siebie i innych. Do tego już nie oceniam czegoś, czego nie rozumiem. Dlatego tak bardzo staram się stawać po stronie, która akurat cierpi. Zdarzyło mi się bronić homoseksualistów w katolickiej dyskusji. Ja naprawdę, nie wiem, nie znam się, ale przecież to też są ludzie tacy jak ty czy ja. Znam nawet paru. Jednego z nich mogę nazwać przyjacielem i nie ma w nim nic stereotypowego. Po prostu świetna osoba.
Tym razem nie piosenka, ale liryka. Moja ukochana, która nieraz tu jeszcze powróci. Maria Pawlikowska-Jasnorzewska. Zespół Fate śpiewa jej wiersze. Jednym z nich jest "Do mięsożerców". Ostry tekst. Osoby z miękkim sercem zajadające kiełbasę - proszę, odpuście sobie słuchanie.
Dla wszystkich, którzy przez swoje poglądy byli skazani na ostracyzm społeczny.
***
Patrząc na człowieka widzieć człowieka
***
Patrząc na człowieka widzieć człowieka
Patrząc na zwierzę widzieć zwierzę
Istoty żywe, które żyć tak samo pragną
Chcieć dać im coś, a nie ostatek zgarnąć
To dar prawdziwy, widziany jak przekleństwo
Kiedy nikt już nie patrzy na słabszych, mniejszych
Łatwiej zamknąć oczy, przejść obok
Nie widząc cierpienia
Bólu w oczach
Nie widząc cierpienia
Bólu w oczach
Zew krwi nie zaspokoi apetytu ducha
Tak trudno otworzyć serce
Ciemność pokryta mgłą zasłania blask
Zbrodni współczesnych dnia powszedniego
***
Nigdy nie powiedziałam, że kocham zwierzęta. Nie uważam, że tak nie jest, ale nie mam tyle odwagi. Bo kochać to coś więcej niż tylko chcieć je ocalić, ochronić przed nieuniknionym. Pragnę tylko pokoju. Spokoju ducha. Ich i mojego ducha.
Pax et bonum,
stokrotka 15
PS: Jeśli kogoś interesuje ten temat bardziej, mogę napisać więcej. O tym, jak przejść transformacje albo dlaczego to jest dobre dla naszego zdrowia i środowiska. Jednak to nie jest i nie będzie główna tematyka bloga.
Nigdy nie powiedziałam, że kocham zwierzęta. Nie uważam, że tak nie jest, ale nie mam tyle odwagi. Bo kochać to coś więcej niż tylko chcieć je ocalić, ochronić przed nieuniknionym. Pragnę tylko pokoju. Spokoju ducha. Ich i mojego ducha.
Pax et bonum,
stokrotka 15
PS: Jeśli kogoś interesuje ten temat bardziej, mogę napisać więcej. O tym, jak przejść transformacje albo dlaczego to jest dobre dla naszego zdrowia i środowiska. Jednak to nie jest i nie będzie główna tematyka bloga.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz