piątek, 23 lutego 2018

Una notte a Roma

Pewnej nocy w Rzymie... nie mogłam spać. Prawdopodobnie miałam już gorączkę, ale jeszcze wtedy tego nie zauważyłam. Był dzień przed świętem chorych psychicznie, powszechnie znanym wszystkim pod nazwą "walentynki". Natomiast ja zamiast walić tynki znowu się zakochałam... I znowu miłością niemożliwą, nie-do-spełnienia.... Bo miły mój już dawno odszedł, na końcu pierwszej wojny światowej rozsypał się w proch gdzieś w stolicy Austrii. Zanim jednak to zrobił stworzył coś niesamowitego, nie do opisania... i nam zostawił na pamiątkę tych wiedeńskich klimatów. Jeśli jeszcze ktoś się nie domyślił, w walentynki miałam randkę z Gustavem Klimtem. I była to najbardziej udana randka, jaką w życiu miałam. Oby takich więcej! :)

***

W wiecznym mieście niebo tak niebieskie,
że aż żyć nie łatwo. W wiecznym mieście...
dookoła biegną ludzie, ropływają się w powietrzu
cienie znikających rąk i nóg.

W wiecznym mieście słońce tak ostre,
że aż Zeus razi swymi piorunami za dnia.
Wenus wstaje po zmierzchu, by również zabawić
starszych panów z okolicy Ottaviano.

W wiecznym mieście księżyc świeci tak wilgotnie,
że aż spać niełatwo. W wiecznym mieście...
dookoła płyną ludzie, cienie znikających nóg,
przybywają, odpływają, nie ma tu dla nich miejsca już.

W wiecznym mieście dookoła nie ma nic prócz ruin,
że aż przejść jest trudno. Same śmieci, stare dzieci,
przeszłości zapadłości, niemiłości w swej złości,
porzucone, okroszone, wydrążone już ze snów.

W wiecznym mieście gwiazd nie ujrzysz już wcale,
że aż spokoju Ci nie dają usta wskazujące prawdę.
Kto smakował ich mądrości zechce wrócić tutaj jeszcze,
Jeszcze szybciej. Choć nie zawsze pełny swej radości, 
                            bezmiłosnej niepogodzie miasta ulec chcę...

*** 

Bezwstydnie zainspirowała mnie piosenka "W wielkim mieście" Raz Dwa Trzy. Poza tym słuchałam wtedy "Una notte a Roma" Alice, skąd wzięłam tytuł. Jej piosenka jest jednak dużo bardziej pozytywna niż to, co napisałam. 

Pozdrawiam ze nie-słonecznej, lecz deszczowej Italii,
chyba znowu z gorączką, ale cała i zdrowa poza tym,
stokrotka15

czwartek, 1 lutego 2018

Nie wstydzę się

Witajcie!
Właśnie zaczęłam czytać książkę Reginy Brett pt. "Kochaj" i poczułam pragnienie do napisania czegoś. Jeszcze nie wiem co to będzie... przekonajmy się ;)

***
Już się nie wstydzę,
Nie będę się chować,
Kryć po kątach,
Podłogi na uboczu szorować.

Nie jest mi wstyd ani trochę,
że mi czasem nie wychodzi,
choć poty i starania wylewam,
I, że nie szaleje jak wszyscy młodzi.

Nie żałuje już wcale,
że coś zostawiam,
kogoś porzucam,
przecież nie uciekam wcale.

Ja tylko staram się żyć, jak umiem,
po swojemu,
bez spin i pretensji.
Nie spełniać już
kogoś nadludzkich wymogów,
tylko własne standardy i cele.

Jestem człowiekiem wolnym
od tych, którzy chcieli mnie zatrzymać,
adoratorów, wujków i innych,
którzy chcieli drogi mi poprzecinać.

Nie wiem za dużo,
nie myślę już wcale,
wzrok utknął w szybie,
a smak zatonął w kawie.

Nie chcę już się zatrzymywać.
Wolę przeczekać.
Uczyć się cierpliwości.
Po prostu trwać.

Ciągle gdzieś mnie niesie wiatr,
w tej pogoni i wewnętrzej ciszy
rozważam swoje drogi mętne
                             - czasem zbyt kręte.

Co los mi niedługo przyniesie?
Czego mi oszczędzi?
Z nadzieją, że to nie za karę,
patrzę na horyzont z oddali.

Pociąg pędzi, a ja z nim
wyczekuję swobodnie
by z każdą minutą
być bardziej gotową.

Cierpliwie czekając na mój przystanek,
czytam, studiuję, listy piszę,
uczę się powoli żyć,
bez strachu i łez.

Pełna nadziei
wypatruję stacji końcowej,
drogi do domu,
do siebie,
do nas.

***
Miło czasem napisać coś w pociągu, z  podróży... "w drodze pod wiatr".

Pozdrawiam wszystkich czekających na ich przystanek końcowy,
stokrotka15